Miesiąc styczeń okazał się bardzo owocny w naszej działalności. W ramach zbierania i dokumentowania historii naszego miasta do naszych zbiorów trafiła lista położnic z Warszawy, które rodziły w Piastowie przy ulicy Ogrodowej 32. Ów cenny dokument został przekazany w depozyt do naszego archiwum przez Pana Jacka Skrzyńskiego, za zgodą jego brata Stanisława. Lista obejmuje 12 nazwisk kobiet, które urodziły swoje potomstwo w Piastowie w okresie 9 sierpnia do 3 października 1944 r. Kobiety te głównie pochodzące z warszawskiej Woli, były wyciągane z transportu idącego do obozu przejściowego Durchgangslager 121 w Pruszkowie.

Na szczególny fakt zasługuje odwaga osób, które podjęły się tego heroicznego zadania, gdyż w tym samym czasie na terenie posesji przy ul Ogrodowej 32 (obecnie Bohaterów Wolności 36) stacjonowały wojska niemieckie. Tu głos oddajmy braciom Skrzyńskim (pisownia oryginalna)

POMOC PORODOWA DLA KOBIET W CZASIE POWSTANIA UDZIELANA W PIASTOWIE

„Lista położnic z Warszawy które rodziły w Piastowie przy ulicy Ogrodowa 32” jest autentycznym dokumentem ale wymaga uzupełnienia informacjami które lepiej przybliżą okoliczności jego powstania. My, synowie Barbary Skrzyńskiej, zamieszkałej w czasie okupacji przy ulicy Ogrodowej 32 (obecnie Bohaterów Wolności 36) w Piastowie, przekazujemy informacje zapamiętane z przekazów rodzinnych i naszych wspomnień (w roku 1944 mieliśmy 8 i 4 lat). To na nas spoczywa obowiązek zachowania pamięci o dokonaniach dzielnych kobiet z Piastowa w czasie Powstania Warszawskiego.

Od pierwszych dni sierpnia 1944 roku mieszkańcy Piastowa byli świadkami przemarszów wypędzanej z Woli ludności cywilnej do obozu przejściowego Dulag w Pruszkowie. Szli ludzie umęczeni , starzy i chorzy, w większości kobiety i dzieci, ze świeżą jeszcze pamięcią o masowych egzekucjach w których może zginęli ich najbliżsi. Mieszkańcy mijanych w drodze do Pruszkowa miejscowości nie byli obojętni na cierpienie tych ludzi – pomagano w miarę sił i możliwości. Marsz był szczególnie wyczerpujący dla ciężarnych kobiet tuż przed porodem.

Nasza matka Barbara Skrzyńska postanowiła zorganizować w swoim mieszkaniu (2 niewielkie pokoje, ubikacja i kran z zimna wodą na zewnątrz we wspólnym korytarzu) izbę porodową dla pędzonych do obozu kobiet. Wymagało to od niej wiele wysiłku i zaangażowania, wiązały się z tym też duże utrudnienia i wyrzeczenia dla całej jej rodziny. Matka była osobą bardzo dzielną i z ustalonym systemem wartości w którym pomoc potrzebującym była ważniejsza niż dobro własne. W czasie wojny, pozbawiona środków do życia (mąż oficer zginął z rąk NKWD) w bardzo trudnych warunkach samotnie wychowywała 4 dzieci. Przekonana o słuszności tego, co chce zrobić i mimo wątpliwości właścicielki domu, pozyskała dla swego planu sąsiadkę, położną Walentynę Łubińską oraz pomoc doktora Mieczysława Kosińskiego (za zasługi dla państwa podziemnego po wojnie został uhonorowany ulicą swego imienia).

W warunkach okupacyjnych było to spore wyzwanie logistyczne. Sześcioosobową rodzinę ściśnięto w małym pokoiku, większy oddano rodzącym. Trzeba było zdobyć łóżka, pościel, środki czystości, leki i żywność.

Ciężarne kobiety wyprowadzano z maszerującego tłumu różnymi metodami – czasem wystarczała butelka wódki dla strażnika, czasem jego nieuwaga. Na położnicę na ulicy Ogrodowej 32 czekało łóżko, wytchnienie po męczącym marszu (przeszły już kilkanaście kilometrów) i ulga, że poród odbierze położna a ona i dziecko będą bezpieczni w nieobozowych warunkach.

W sierpniu i wrześniu 1944 roku w naszym mieszkaniu czekało na poród, rodziło i wracało do zdrowia przynajmniej 12 kobiet (tyle zarejestrowano). Urodziło się 13 dzieci. Równocześnie w tej zaimprowizowanej izbie porodowej przebywały 3 lub 4 położnice. Pobyt czasem trwał nawet kilkanaście dni. Były momenty smutne (dziecko urodziło się martwe) i niespodzianka (poród bliźniaczy).

Walentyna Łubińska odbierała porody, ale niewątpliwie najwięcej obowiązków miała Barbara Skrzyńska – organizację izby, obsługę rodzących, zapewnienie żywności przy tak skąpych przydziałach kartkowych chleba i buraczanej marmolady. Oczywiście pomagali inni dobrzy ludzie.

Obie organizatorki izby Walentyna Łubińska i Barbara Skrzyńska robiły to bezinteresownie, obowiązek pomocy bliźnim wynikał także z ich głębokiej religijności.

Jak trudne jest życie kobiet w czasie wojny napisano już wiele, ale ciężarne kobiety, wypędzone z domów w czasie powstania warszawskiego przeżywały gehennę i dobrze, że chociaż niektóre z nich zaznały azylu na ulicy Ogrodowej 32 w Piastowie. Być może takich społecznych punktów pomocy było na trasie przemarszu więcej. O dalszych losach położnic i ich dzieci nic nie wiemy. Dzieci wtedy urodzone mają dzisiaj 73 lata.

Warszawa, 30.01.2018 synowie Barbary Skrzyńskiej Stanisław i Jacek

1 KOMENTARZ

  1. To mój wiersz zainspirowany tą historią:

    ***
    Wypędzone
    z wielkim trudem
    na obolałych i spuchniętych nogach
    niosły w sobie bezbronne i jeszcze nienarodzone.
    Trwając w niepewności
    gdzie, kiedy i czy w ogóle urodzą
    brnęły w nieznane.
    A niedaleko trasy ich przemarszu do granic
    mieszkańcy jednego domu,
    w jednym pokoju
    spiętrzyli swoją codzienność
    uzyskując przestrzeń
    dla porodów z godnością.

    Tych kilka
    maleńkich, ludzkich istnień,
    w niewielkim, czystym pokoju
    dostało szansę
    by zobaczyć jutro
    i powiedzieć mamo.
    Jacek Furmański, 26.02.2018

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here