Czy stare przysłowie, że poznasz pana po cholewkach, ma dziś jeszcze jakieś znaczenie? Obecnie, jesteśmy zasypani różnymi wzorami, kolorami czy markami obuwia i chyba, powiedzenie to, już zupełnie nie ma znaczenia. Kupując obuwie dopasowujemy je do własnej osobowości, wręcz możemy bawić się modą, tworząc swój własny wizerunek. A jak to było kiedyś, czy wygląd stroju, obuwia pokazywał przynależność do klasy i grupy społecznej?? Czy może patrzyli tylko na wygląd obuwia, czy raczej na ich funkcjonalność??
Obuwie jest uznane za pierwszy wynalazek wymyślonych przez naszych przodków, którzy zmuszeni byli w jakiś sposób chronić swe stopy przed mrozami czy ranami. Z czasem, kiedy sytuacja materialna stawała się bardziej widoczna, dzieląc społeczeństwo na klasy, widoczna była również różnica w obuwiu. Zamożni arystokraci buciki mieli skórzane, przeważnie wykonane na zamówienie, zawsze czyściutkie, wręcz wypolerowane. Chłopi czy społeczeństwo z niższej klasy społecznej, obuwie mieli przeważnie wielosezonowe.
Dziś zwracamy uwagę na obuwie swojego rozmówcy, bo zadbane, czyste buty są wizytówką człowieka. Tak też powstał nadzwyczajny zawód pucybuta, który był bardzo popularny w XIX i XX wieku. Przeważnie pucybutem byli młodzi chłopcy, czasami starsi mężczyźni, a ich miejscem pracy była ulica. Jak przystało na profesjonalistów, czyścibut posiadał uniform: fartuch, koszula z muszką, rękawiczki oraz nienagannie wypolerowane buty. Z biegiem czasu, kiedy każdy mógł zostać pucybutem, ich strój ulegał zmianie. Dodatkowo posiadali drewnianą skrzyneczkę ze wszystkimi akcesoriami do pielęgnacji obuwia czyli: pastami, kremami, szmatkami i szczotkami do butów oraz podnóżek. Każdy potencjalny klient na samym początku, stawiał nogę na podnóżku, po czym pucybut bardzo delikatnie zabezpieczał nogawki spodni przed pobrudzeniem podwijając je lekko do góry. Po tej czynności zabierał się do usuwania kurzu i błota z obuwia klienta, w następnym etapie, czyścił buty za pomocą szczotek, past, kremów i szmatek. Na samym końcu doprowadzał je do nienagannego połysku wełnianą szmatką. Jak łatwo się domyśleć za usługę pobierał drobne wynagrodzenie. Proces czyszczenie butów był szybki, bardzo sprawny i nawet doczekał się własnego sloganu „od pucybuta do milionera”. Nie da się ukryć, że ci chłopcy, byli chodzącym źródłem informacji, za które również pobierali opłaty. Nic za darmo. Jeszcze po wojnie zawód ten był wykonywany, później stopniowo zaczął zanikać, aż zupełnie przeszedł do lamusa.
Dziś w galeriach handlowych i hotelach zamontowane są elektroniczne urządzenia do czyszczenia obuwia, ale czy nie lepiej było kiedyś, kiedy zatrzymując się tylko na chwilę buty zostały perfekcyjnie wyczyszczone? Oglądając kultowy serial „Stawka większa niż życie”, widzimy, że nawet nasz największy agent J23, korzystał z usług pucybuta. Profesja zanikła, ale produkty i chęć czystego obuwia pozostała.